Dyrektor DFDS rozważał wycofanie się ze sporu na Kanale La Manche

Spór na Kanale La Manche był długi i ciężki, a dyrektor generalny DFDS Niels Smedegaard - jak sam mówi - kilkakrotnie rozważał wycofanie się z konfliktu. Druga strona sporu - Eurotunnel oczekiwał, że duński konkurent w końcu się podda.

źródło: politkien.de

Straty na łączną kwotę 40,5 mln dolarów, długi, żmudny proces oraz dwa zniszczone promy – to wszystko przemawia za tym, że wyczarterowanie od Eurotunnelu dwóch jednostek kursujących na Kanale La Manche, nie było łatwym zadaniem. To była długa, a czasami męcząca bitwa – mówi Smedegaard, dodając, że strategia Eurotunnelu była taka, aby zmusić DFDS do wycofania się z trasy. To życzenie Eurotunnelu było czasem bliskie realizacji.

Jednak ogromny potencjał tej trasy sprawił, że sprawa była warta wysiłku. Rocznie przez Kanał La Manche transportowanych jest milion samochodów ciężarowych oraz duża liczba pasażerów, a ponieważ na trasie kursuje teraz o jednego operatora mniej, DFDS miało szansę odzyskać straty.

Inwestycje DFDS na Kanale La Manche wynoszą około 180,5 milionów dolarów i są związane głównie z przeprawami promowymi, które operator rozwija od chwili wejścia na tę trasę w 2012 roku. Niels Smedegaard spodziewa się, że ta inwestycja będzie dostarczać dziesięć procent rocznego zwrotu, gdy wszystkie plany zostaną wdrożone w 2016 roku.

Teraz przewoźnik szykuje się do pierwszych wyzwań związanych z przejęciem w tym miesiącu promów Rodin i Berlioz. DFDS formalnie nabyło promy na długoterminowy czarter z MyFerryLink z opcją bezwarunkowego zakupu w późniejszym terminie. Rachunek za naprawę uszkodzeń, które na pokładach promów wyrządzili byli pracownicy MyFerryLink, zostanie przekazany do Eurotunnelu, który będzie musiał walczyć ze związkiem SCOP SeaFrance oraz firmami ubezpieczeniowymi, aby ostatecznie ustalić, która strona zapłaci za szkody wyrządzane przez marynarzy.

Mimo, że Niels Smedegaard opisuje zachowanie marynarzy jako niedopuszczalne i bezsensowne, dyrektor generalny DFDS potwierdza, że nie wpłynie to na spełnienie zobowiązań, według których DFDS ma zatrudnić 202 marynarzy, którzy wcześniej pracowali na promach MyFerryLink.

Wiedzieliśmy, że będzie to burzliwy proces i nie ma wątpliwości, że lokalni pracownicy postrzegają nas jako czarny charakter, więc to naturalne, że panuje tego rodzaju atmosfera – dodaje Smedegaard.

DFDS ma teraz rozpocząć proces rekrutacji pracowników, podczas którego będzie starał się rozeznać, czy kandydaci z MyFerryLink mają właściwy stosunek do pracy dla nowego pracodawcy. Niels Smedegaard spodziewa się, że przewoźnik będzie w stanie znaleźć 202 właściwych kandydatów, choć firma przygotowała także rozwiązanie alternatywne. DFDS nie będzie podpisywało umów z pracownikami, którzy nienawidzą firmy – zapewnia Smedeegard. Zamiast tego, operator zapłaci około 15 tys. dolarów odszkodowania dla każdej niezatrudnionej osoby z 202 pracowników.

Niels Smedegaard przewiduje, że rekrutacja rozstrzygnie się w listopadzie, tak, aby promy mogły zacząć działać pod koniec listopada. Potem przyjdzie czas na proces przywracania reputacji i wizerunku przepraw przez Kanał La Manche.

Z oczywistych względów, ruch w lipcu i sierpniu zmniejszył się, w porównaniu do wcześniejszych miesięcy. Miało to związek z niepokojem na trasie spowodowanym przez blokady i demonstracje, a także tragiczną sytuacją uchodźców przebywających w porcie, co w połączeniu spowodowało bardzo niefortunny „toksyczny koktajl” dla klientów i pasażerów - mówi Smedegaard, dodając, że wielu z nich będzie prawdopodobnie nadal szukać innej drogi niż Kanał La Manche, próbując uniknąć chaosu.

DFDS musi więc pokazać swoją niezawodność oraz zwiększyć częstotliwość kursów, aby udowodnić, że przeprawy przez Kanał La Manche to dobre połączenie pomiędzy Anglią i Francją. Realizacja tego planu na pewno potrwa kilka miesięcy.

 

Udostępnij